sobota, 1 marca 2008

Dyplomy UJ
czyli jak nie powinno się tłumaczyć


"Licencjat" i "magister" to tytuły, jakie widnieją na odpisach dyplomów wydawanych przez Uniwersytet Jagielloński. Problem w tym, że po angielsku one nic nie znaczą…

Dotyczy to odpisów dyplomów w angielskiej wersji językowej, które uczelnia wydaje absolwentom za dodatkową dopłatą. Ponieważ wielu z nich poszukuje pracy poza granicami kraju, potrzebują oni udokumentować zdobyte wykształcenie i tytuł nadany przez uczelnie. Przedkładają w tym celu przyszłemu pracodawcy odpis dyplomu w j. angielskim. Problem w tym, że najważniejsza rzecz na angielskim odpisie zapisana jest po polsku!


"(...) was granted the degree of LICENCJAT" – to zapis pojawiający się na odpisie dyplomu absolwenta UJ. Wszystko byłoby dobrze, gdyby słowo „licencjat” było zrozumiałe dla potencjalnego pracodawcy... Zgodnie ze sztuką przekładu słowo „bachelor” nie jest może dokładnym ekwiwalentem naszego licencjatu, ale jest jego najbliższym tłumaczeniem i ma niepodważalną wartość użytkową, o której się w tym wszystkim zapomina.

Co prawda w słownikach możemy również doszukać się angielskiego słowa „licentiate”, ale ma ono zgoła inne znaczenie. Encyklopedia Brittanica, podobnie jak inne źródła, wyjaśnia znaczenie tytułu „licentiate” jako „an academic degree ranking below that of doctor given by some European universities” (tytuł naukowy przyznawany przez niektóre uczelnie w Europie, niższy od doktora).

Jak na ironie, Uniwersytet Jagielloński – podobnie jak inne czołowe uniwersytety w Polsce – szczyci się tym, że wysyła swoich absolwentów w świat. Problem w tym, że przyszli pracodawcy osłupieją na widok tytułu absolwenta UJ, ponieważ go w ogóle nie zrozumieją.

Jak donosi Gazeta Wyborcza (z dn. 22 lutego 2008 r.) na odpisach dyplomów wydawanych w angielskiej wersji językowej zdarzały się nawet poważniejsze błędy. W jednym z nich tytuł "pielęgniarka położna" przetłumaczono jako "wiejska babka do odbierania porodów w polu". Na szczęście problem ten został już podobno rozwiązany...

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

u mnie zresztą było podobnie. aktualny pracodawca wymagał tłumaczenia poświadczonego, więc musiałam dopłacić jeszcze za tłumaczenie.

Anonimowy pisze...

no niestety Polska, jak sam nie zadbasz o swoje sprawy to zostaniesz z reka w nocniku. poki co nie mialem potrzeby korzystac z angielskiego odpisu dyplomu wiec temat znam tylko z tego artykulu , ale ciekawy jestem jak to sie odbywa na politechnice ... /twister